O nas
Nasza historia
Moja herbaciana droga Chyba warto zacząć od momentu, gdy po raz pierwszy trafiła mi się sprasowana kostka pu-erh. Shu czy Sheng? Nie wiem. Ale szczerze mówiąc, najprawdopodobniej było to siano 😅 Miałem wtedy około 15 lat. Wtedy znałem tylko legendy o jakiejś wyjątkowej herbacie zwanej pu-erh. Siedzieliśmy z mamą w kuchni. Zrobiłem wszystko zgodnie z kanonem: pierwszy zalew wylałem, drugi już piliśmy… Na tym zakończyło się moje pierwsze spotkanie z pu-erh. Kolejne herbaciane doświadczenie wydarzyło się w Kijowie. Miałem wtedy około 24 lata. Spotkałem się z przyjacielem. W tamtym czasie od jakiegoś czasu pasjonował się herbatą. Wszystko zaczęło się zupełnie zwyczajnie: zjedliśmy i poszliśmy na spacer. Po drodze wstąpiliśmy do lokalu, żeby coś wypić. Przyjaciel zauważył, że mają chińską herbatę, i zaproponował, żebym spróbował. Zgodziłem się bez wahania. Rozmawialiśmy o herbacie niemal całą drogę i naprawdę chciałem w końcu zrozumieć, o czym tyle się mówi. Zaparzono nam herbatę. Wypiłem. I… nic nie zrozumiałem. Ani tego, o czym opowiadał przyjaciel, ani tego szczególnego stanu, który rzekomo miałem poczuć. Dla mnie wszystko sprowadziło się do jednego: Smaczne I tyle Minęło jakieś pół roku. Mieszkałem już w Warszawie. Była jesień, spacerowaliśmy ze znajomymi i postanowiliśmy gdzieś wstąpić, żeby się ogrzać. W kawiarni stałem przy ladzie i wybierałem kawę, gdy mój wzrok zatrzymał się na słoiku z napisem: „Pu-erh". I nagle przypomniałem sobie tamten spacer z przyjacielem. Tamtą rozmowę. Tamtą herbatę. Nostalgia pokonała kawę. Zamówiłem Shu pu-erh. Usiedliśmy na zewnątrz. Było słonecznie i chłodno, ale siedzenie z gorącym napojem było zaskakująco przyjemne. A potem wydarzyło się to, przez co pamiętam ten dzień do dziś. Mniej więcej w połowie filiżanki poczułem, jak wewnątrz rozlewa się przyjemne ciepło. Jakbym wypił trochę grzanego wina. Przyjemnie mnie rozgrzało, ciało się rozluźniło, język się rozwiązał. To było bardzo wyraźne poczucie przejścia. Jeszcze sekundę wcześniej - stan całkowicie trzeźwy. A potem coś innego. Bardziej jasne. Miękkie. Rozluźnione. Od razu napisałem do przyjaciela. To był mój pierwszy prawdziwy herbaciany stan. I co najciekawsze, nie przyszedł od jakiejś legendarnej starej herbaty, tylko od zwykłego, masowego pu-erh. Byłem w szoku. Okazało się, że herbata może nie tylko mieć smak. Może zmieniać twój stan. Cztery miesiące później przyjaciel przyjechał do mnie do Warszawy i podarował mi zestaw herbaciany: świetny czajniczek yixing, z którego korzystam do dziś, placek Shu pu-erh i puszkę Da Hong Pao. I powiedział: „- Spodoba ci się, będziesz pił". Tamtego wieczoru zaparzyliśmy Da Hong Pao. Po drugiej miseczce zauważyłem przyjemne rozluźnienie i delikatną koncentrację, i wieczór niepostrzeżenie wypełnił się ciepłem i wspomnieniami z dzieciństwa… Następnego ranka wypiliśmy pu-erh i poszliśmy na spacer. A potem herbata po prostu została w moim życiu. Przychodzili znajomi, parzyłem im herbatę. Piłem sam. Dzieliłem się. Powtarzałem to raz za razem. Tak stopniowo powstał nawyk. A potem zrozumiałem, że ten nawyk wyparł z mojego życia alkohol. Zacząłem organizować degustacje herbaty dla znajomych. I wraz z tym pojawiło się we mnie pragnienie, by nie tylko pić herbatę, ale dzielić się tym światem z innymi. Poznawać go. Opowiadać o nim. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, dokąd mnie to zaprowadzi. Nie wiedziałem, że herbata stanie się częścią o wiele większej wewnętrznej przemiany. Że nauczę się słyszeć siebie i swoje prawdziwe pragnienia. Słuchać i słyszeć innych. Otwierać się od środka. I wnosić w świat coś nowego i pięknego. Oczywiście ta droga wcale nie była idealna. Zła herbata. Stłuczone naczynia. Nieudane kadry. Wiele chwil i porażek. Ale to właśnie z nich składa się droga. To jest właśnie moja herbaciana droga. To jest właśnie Cha Dao. Jestem pewien, że są ludzie, których historie są o wiele fajniejsze i ciekawsze niż moja. Ale liczy się tu tylko jedno. To jest moja historia. A jeśli dotarłeś(-aś) do tego miejsca, cieszę się. Może coś w niej cię poruszyło. A może po prostu jesteś moją mamą, bliskim przyjacielem albo osobą, która mi zaufała i czeka już na kolejne parzenie, żeby przyjść, poznać mnie i opowiedzieć swoją historię. A ja z przyjemnością cię wysłucham. Ten projekt jest o prostym i uczciwym podejściu do herbaty. Bez zbędnego patosu. Bez zmyślonych historii. Bez prób zrobienia z herbaty czegoś więcej, niż jest. Tylko smak. Jakość. I prawdziwe doświadczenie. Wybieram herbatę, tworzę content i organizuję wydarzenia, podczas których nie musisz tylko o tym słuchać - możesz poczuć to na własnej skórze. Jeśli takie podejście jest ci bliskie - jesteś we właściwym miejscu. Projekt herbaciany Tea Tribe - „Herbaciane Plemię" istnieje od 2022 roku. Dlaczego Tea Tribe? Kiedy dopiero zaczynałem organizować herbaciane spotkania, odbywały się one u mnie w domu, w gronie znajomych. Siedzieliśmy na podłodze w całkowitej ciemności, paliły się świece, a wokół herbacianych stolików gromadzili się ludzie. To tworzyło szczególną atmosferę. Jak plemię w dżungli, które zebrało się wokół ogniska.




















